Pod dobrym generałem nie służą źli żołnierze!

Pod dobrym generałem nie służą źli żołnierze!

Mówi się, że ludzie przychodzą pracować do firmy, a odchodzą przez szefów. Czy w dzisiejszych, niewątpliwie trudnych czasach, można skutecznie ograniczyć rotację pracowników?

Na co dzień przychodzi mi pracować przy wspólnych projektach z różnymi szefami. Zwykle są to liderzy, kierownicy niższego i wyższego szczebla w firmach budowlanych, a współpraca przy jednym projekcie trwa od kilku dni po kilka miesięcy. Jest więc czas na to, aby poobserwować pracę innych, wymienić się doświadczeniami, a także wspólnie rozwiązywać przeróżne problemy. Rzadko mam okazję spotkać szefa, który nie narzekałby na bylejakość pracowników. A to piją, często chorują, olewają robotę, a czasami w ogóle nie przychodzą.

 

Ostatnio, po piętnastym (czytaj: po wypłacie), z dziewięcioosobowej ekipy przyszedł do pracy tylko SZEF. Kierownik projektu. Typowy BOSS – starszy, grubawy, lata w pyle i kurzu na różnych budowach, więc facet doświadczony. Jedyny świetny, w całym składzie nieudaczników, jakimi przyszło mu zarządzać. Gburowaty pan i władca, wyznacznik standardów niemożliwych do osiągnięcia dla zwykłego śmiertelnika, który ustawiał ludzi jak pionki w grze i tak samo ich traktował. Wiadomo, pionek potrzebny jest żeby grę zacząć i skończyć, ale głębszego znaczenia nie ma. W końcu to ja wygrywam grę, a nie mój pionek. Ileż przekleństw padło na tych nieobecnych. Nieroby, przepiją wypłatę w dwa dni i znów będą żebrać o robotę, a wtedy to ja im pokażę!!! Nie miał okazji. Na drugi i trzeci dzień też nie przyszli. Zwolnienie grupowe. Cała ośmioosobowa brygada rzuciła robotę.

W czasach, kiedy umowy o pracę dostają tylko niepełnosprawni w Zakładach Pracy Chronionej nie trudno jest rzucić robotą z dnia na dzień. A i umowa o pracę nie spowoduje, że nabieramy praw do posiadania ludzi na wyłączność. Szybka rekrutacja i znów ekipa w komplecie. Do kolejnego piętnastego.

Kilka dni później miałam okazję rozmawiać z prezesem – szefem wspomnianego szefa.

Skarżył się, że tak trudno w naszych branżach trafić na dobrych pracowników, którzy szanują pracę.

TRAFIĆ, TRAFIĆ, MYŚLĘ SOBIE – KURCZE, JAK SIĘ TRAFIA NA DOBRYCH PRACOWNIKÓW??? A MOŻE DOBRYCH PRACOWNIKÓW ŁATWIEJ ZREKRUTOWAĆ NIŻ NA NICH NATRAFIAĆ???

Tak, dobrych pracowników się rekrutuje. A później należy nimi odpowiednio zarządzać. I trzeba jeszcze pamiętać, że
dobry pracownik to nie cytrynka, z której wyciskamy to, co najlepsze. Dobry pracownik, to całe drzewo cytrynowe. Jeśli będziemy o niego odpowiednio dbać, to i cytryn do wyciskania będzie wiele, a te już wyciśnięte zastępować będą nowe i świeże. I tak może ono nam służyć przez długie lata.

Pierwszy i kluczowy błąd jaki możemy popełnić, to przypadkowy wybór wszelkiego rodzaju szefów – ludzi, którzy będą zarządzać innymi ludźmi.

BOSS był świetnie nastawiony na wynik. Pewnie był też doświadczonym i dobrym budowlańcem. Może nawet świetnym specjalistą. To na pewno wiele, ale czy wystarczająco dużo, aby był Dobrym Szefem??? Nie, ale na szczęście można się tego nauczyć. Każdy, kto dziś należy do czołówki, kiedyś zaczynał jako kompletny żółtodziób.

Nie ma skutku bez przyczyny, dlaczego więc tracimy pracowników???

generał1

Rekrutacja

Otóż pierwszym powodem, dla którego ludzie odchodzą z pracy jest to, że w ogóle zostali przyjęci. W miłości jest tak, że oczekiwania maleją wprost proporcjonalnie do czasu jaki spędzamy na poszukiwaniach drugiej połówki. Najpierw marzymy o księciu na białym koniu, później wystarczy nam już tylko książę, a na koniec może być sam koń. Z rekrutacją bywa odwrotnie, zaczynamy od konia – nie ważne kto, byle szybko.

Profil kandydata?

Ja sprzątaczkę potrzebuję. Ona ma tylko sprzątać.

Jak więc znaleźć kogoś odpowiedniego skoro nie wiemy
kogo szukamy?

Sprzątaczka potrzebna od zaraz!!!

Wymagania: chęci do pracy i umiejętność sprzątania.

Chęci do pracy – kto przy zdrowych zmysłach przyznałby się przed potencjalnym pracodawcą, że nie chce mu się pracować? Że brak mu chęci? Mi też czasem brak, ale staram się to maskować, żeby nikt nie zauważył. A sprzątać? Pokażcie mi kobietę, która tego nie potrafi. Całe życie sprzątamy swoje domy, więc trudno o kogoś, kto nie spełnia powyższych kryteriów.

Ostatnio byłam świadkiem, jak facet przyjmował pracownika. Spotkanie trwało około 15 minut, nie wiem o czym rozmawiali, ale lider zespołu wyszedł zadowolony. Mam fajnego człowieka. Potrzebna była ekipa 4 osób do prac specjalistycznych. Zatrudnił go w sierpniu, przeszkolił i cieszył się, że gość taki kumaty. Kilka tygodni później pojawił się problem: facet studiuje i nie może pracować w weekendy. Co??? Jak to się stało, że przyjąłeś studenta do zespołu, który musi być w pełni dyspozycyjny? Dla wielu z nas pewne sprawy wydają się oczywiste: jeśli pytam kogoś, czy jest dyspozycyjny, a on odpowiada, że tak, to przyjmuję to jako fakt i o więcej nie pytam. Wystarczyłoby sprecyzować swoje oczekiwania i potrzeby, a następnie porównać je z możliwościami i oczekiwaniami kandydata.

I choć przyjęcie pracownika powinno być początkiem owocnej współpracy, często z daleka widać, że to początek szybkiego końca, a jedyną osobą, która tego dostrzec nie chce jest rekruter. On chce szybko. I tanio – niskim nakładem pracy własnej.

Wdrożenie

Jeśli nie wyjaśnisz czego dokładnie oczekujesz, nikt nie będzie w stanie zrealizować twojego planu.

Jeśli nie wyjaśnisz czego dokładnie oczekujesz, nikt nie będzie w stanie zrealizować twojego planu. Zatrudniłam kiedyś pracownika do sprzątania serwisu samochodowego. Pani Zosia przyniosła referencje – przez 15 lat sprzątała szkołę i wydawała się być w porządku. A że nie wiedziałam wtedy o rekrutacji tyle ile wiem teraz, przyjęłam to jako dobrą kartę i już miałam pracownika. Po pierwszym dniu pracy Zosia dumna i zadowolona z siebie, bo skończyła pracę przed wyznaczonym czasem, a ja, zaniemówiłam próbując zrozumieć, co się tu zadziało pod moją nieobecność.

– Pani Zosiu, miała pani umyć podłogę!!!???
– No umyłam przecież!!!
– Proszę zobaczyć jak ona wygląda!!! – rozmazane smary i oleje, w niektórych miejscach widać było nawet ślady ósemek, nieudolnie kręconych mopem.

Zosia uznała, że maszyna, którą powierzyliśmy jej do wykonania tego zadania to zbędny wynalazek współczesnych nierobów i postawiła na tradycję. I tak wykazała się innowacyjnością, gdyż nie użyła szmaty tylko nowoczesnego mopa.

– Pani, ludzie tu przychodzą auta oglądać a nie na podłogę patrzeć!

Nie wiem czemu, ale wdałam się z nią w dyskusję.

– Tu nie oglądają samochodów, tu jest warsztat. To jak na mechaników, to i tak mają czysto!!!

Zosia poszła do domu, a ja poprawiałam po niej do późnej nocy. Nie mogłam przecież zostawić klienta z takim syfem. Dobrze mi to zrobiło, bo mimo iż wściekła, miałam szansę zrozumieć swój błąd. Nie było sensu ukrywać przed samym sobą, że to ja jestem jedynym winowajcą tej katastrofy. Owszem, Zośka była byle jaka, ale nie stała się taka w momencie, tylko taką ją przyjęłam. A oprócz tego, nie powiedziałam jej, czego od niej oczekuje i jak może to osiągnąć. To znaczy, wtedy wydawało mi się, że powiedziałam, ale teraz już wiem, że zatrudniając pracownika należy to zrobić inaczej.

Zosia miała umyć podłogę i to zrobiła. Fakt, dla większości ludzi umyta podłoga znaczy czysta podłoga, ale jednak nie dla wszystkich.

Kolejny raz zauważam, że wiele rzeczy, które są oczywiste dla nas, niekoniecznie takie muszą być dla innych. Jeśli powiesz pracownikowi, czego od niego oczekujesz, ale nie wytłumaczysz jak może to osiągnąć, są duże szanse, że sobie z tym nie poradzi i w niedługim czasie go stracisz. Poczuje się niekompetentny, a cele jakie przed nim stawiasz obierze jako nieosiągalne.

Ty będziesz wściekły, że on taki głupi, a on sfrustrowany, że stara się jak może ale szefa i tak nie zadowoli.

Zdaję sobie sprawę, że teoria ta może być mocno kontrowersyjna, gdyż według wielu nauk o zarządzaniu nie należy ludziom mówić jak mają coś zrobić, a jedynie postawić im cel i pozwolić na samodzielne znalezienie rozwiązania. Ja jednak uważam, że w przypadku pracowników liniowych można, a nawet powinno się, tą zasadę nagiąć.

Naucz więc ludzi pracować tak, jak tego oczekujesz.

Zarządzanie

Ja nie umiem rządzić??? W domu Kryśka słucha się mnie na każdym kroku, a jak w markecie zrobię aferę, to od razu otwierają mi drugą kasę, żebym w kolejce nie musiał długo stać. Nadaję się. Ja bym im wszystkim pokazał jak się pracuje…

Łatwo zarządzanie pomylić z rządzeniem

Jakiś czas temu, na jedno z naszych ogłoszeń o wolnym etacie dla menadżera, odpowiedział kolega naszego kooperanta. Ten niezwłocznie zadzwonił i protegował go jako idealnego kandydata. Jego CV nie powalało, ale wypadało się z nim spotkać. W końcu to kumpel naszego klienta.

Przyszedł Protegowany. Przystojny, pewny siebie gość. Idealna postawa szefa, miał doświadczenie w kierowaniu sporą grupą ludzi. Kilka słów o nas, kilka o nim i przechodzimy do konkretów.

– A jaki ma pan styl zarządzania?
– Styl zarządzania??? O co pani pyta???

Ok, odpuszczam temat. Gość w końcu nie przyszedł tu po to, żebym go uczyła.

– A co pan wie o motywowaniu pracowników???
– No kasa – odpowiada bez wahania.
– Ok, częściowo się zgadzam, ale co jeszcze?
– Nic. Ludzie pracują dla kasy i kasa jest najważniejsza.

O rany!!! biedni ci ludzie, którym przyszło pod nim pracować.

Jest taka zasada, która mówi, że rozmowa kwalifikacyjna nie może być krótsza niż 45 minut, żeby kandydat nie poczuł się rozżalony, że nie daliśmy mu szansy i nie chcieliśmy go wysłuchać. Należy docenić jego poświęcenie – w końcu musiał się do nas pofatygować, więc należy to uszanować i dać mu możliwość przedstawienia swoich kwalifikacji.

Cholera, zostało mi jeszcze 30 minut. Co robić???

Doskonale wiem, że gość jest zielony i jeśli zapytam o cokolwiek jeszcze to rozłożę go na łopatki. W sumie, muszę przyznać, że bardzo to lubię. Nie mam skrupułów sprowadzać zadufanych w sobie dupków, kompletnie pozbawionych pokory, z poziomu ich ego do poziomu wiedzy, ale tym razem pamiętam, że to kumpel mojego klienta. Więc opowiem mu, jak ja to widzę…

Zarządzanie to temat rzeka. Potrzeba lat doświadczeń, żeby umieć się po nim w miarę sprawnie poruszać. I mówiąc doświadczeń, mam na myśli to, co człowiek robi z tym co mu się przytrafia, a nie stanowiska, którymi może się pochwalić w CV.

Kiedyś też sądziłam, że ciężko jest znaleźć dobrego pracownika. Dziś uważam, że jest to możliwe, a nawet niespecjalnie trudne. Najważniejszy jest pierwszy krok: wiedzieć czego się chce i starać się zatrudniać rzetelnych ludzi. Sprecyzować kompetencje jakie musi mieć osoba na stanowisku, które chcemy jej powierzyć.

Musimy wybrać świadomie, a następnie wspierać i obserwować ludzi z naszego zespołu, a także powierzać im zadania, w których mają możliwość się sprawdzić, rozwijać i czuć się potrzebni.

Dobrzy przywódcy znają swoich pracowników i potrafią dostrzec cechy czyniące z członków zespołu grupę wyjątkowych ludzi. W myśl zasady: jeśli zaczniesz oceniać rybę pod względem jej umiejętności wspinania się na drzewa, całe życie będzie myślała, że jest głupia.

Skuteczne przywództwo to coś więcej niż tylko wyniki. To przede wszystkim zaangażowanie w zespół – dobry lider wie, że potrzebuje nie tylko rąk swoich podwładnych, ale również ich głowy i serca. A ludzie potrzebują przywódcy. Kogoś, przy kim czują się pewnie i bezpiecznie. Komu ufają i kto ich potrzebuje. Kogoś, kto bierze na swoje barki odpowiedzialność zarówno za sukcesy, jak i niepowodzenia zespołu. Chcą widzieć sens swojej pracy i czuć, że są ważni.

Kim zatem jest dobry szef???
Dobry szef to taki, który potrafi zatrudnić i zatrzymać dobrego pracownika.

Też byłam kiedyś żółtodziobem. Teraz się wymądrzam, ale kiedyś popełniałam wszystkie te błędy, które dziś wytykam innym. Ważne jest, żeby posiadać minimalną ilość pokory, być świadomym swojej niedoskonałości i nie bać się brać odpowiedzialności za swoje wybory. To nie ludzie są do dupy. No dobra, niektórzy faktycznie są, ale tych nie zatrudniamy. To my popełniamy błędy.

Zatem jeśli obserwujesz u siebie zbyt dużą rotację pracowników, przyjrzyj się dogłębnie sobie i spróbuj pomyśleć, co możesz zrobić inaczej.

Katarzyna Stanisławska

No Comments

Post A Comment